telefon +48 022 596 43 00
imieniny: Feliksa i Aleksandry
List otwarty do Rządu Rzeczypospolitej Polskiej
Spółdzielnie a spółki kapitałowe
W marcu bieżącego roku powróciła dyskusja dotycząca przekształcania spółdzielni w spółki kapitałowe. To za sprawą odgrzanego przez Adama Szejnfelda niedawnego wiceministra gospodarki, projektu ustawy o przekształcaniu spółdzielni pracy w spółki prawa handlowego, tym razem w postaci jednego z elementów pakietu zwanego usuwaniem barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców. Pan Minister osiągnął jeden cel; wyzwolił emocje i nadzieję części środowiska spółdzielczego na stosunkowo proste przejęcie majątku, najczęściej wypracowanego przez kilka pokoleń spółdzielców, a w wielu z nich dziś funkcjonujących pozostało z kilkuset, czasem kilku tysięcy członków – kilkunastu, kilkudziesięciu. Nie bez znaczenia jest także to, że spółdzielnie pracy powstałe z mocy tzw. "specustawy" likwidującej wszystkie struktury ponadpodstawowe otrzymały majątek należący do wszystkich spółdzielni danej branży. Inaczej mówiąc kilkanaście czy kilkadziesiąt osób otrzymało w prezencie majątek wielkiej wartości należny dla wielu spółdzielni i ich członków. Problem więc umożliwienia przekształceń spółdzielni w spółki należy rozpatrywać w szerokim kontekście społecznym, ekonomicznym i politycznym. Nabiera to szczególnego znaczenia w obliczu załamywania się dotychczasowej strategii rozwoju świata opartej wyłącznie na wartościach materialnych i monolitycznych rynkach.
Tymczasem zwolennicy przekształceń są silnie zdeterminowani. Świadczy o tym chociażby debata jaką zorganizowała Konfederacja Pracodawców Polskich, a także artykuł jaki problemowi temu poświęcił w swoim tygodniku redaktor naczelny i prezes spółdzielni "Polityka". To była bardzo pouczająca lekcja, chociaż do sprawy niczego nie wnosząca. Dyskusja o wyższości spółek prawa handlowego nad spółdzielniami prowadzi do nikąd. To są dwa odrębne systemy gospodarowania zarówno pod względem prawnym jak i celów jakie sobie stawiają. Różnią się także systemem zasad i wartości. Niestety rozumienie tej kwestii wśród elit politycznych jest ciągle niedostateczne. Jedni sytuują spółdzielnie nadal w czymś w rodzaju gospodarki uspołecznionej, inni zaś traktują je jako klasyczne firmy komercyjne. I jedni i drudzy są dalecy od prawdy. Dopóki więc nie uda się zmienić pojmowania spółdzielczości jako systemu społeczno-gospodarczego i rozumienia jego specyfiki, dopóty stanowienie prawa dla podmiotów spółdzielczych będzie ułomne. Nawiasem mówiąc zadziwia pewność głoszonych poglądów przez ludzi, którym brakuje wiedzy na ten temat. To tak jakby nie odróżniać rewolucji burżuazyjnej od październikowej. Często, też mylony jest interes ogółu z wąsko pojmowanym interesem własnym.
Zawsze będziemy mieli do czynienia ze zwolennikami i przeciwnikami systemu spółdzielczego. W zależności od obowiązującego systemu prawnego przewagę będą uzyskiwać jedni bądź drudzy. Spółdzielnie są organizacjami dobrowolnymi i będą tylko wtedy funkcjonować kiedy ludzie zechcą w nich być. Warto więc zastanowić się nad przyczynami, które skłaniają spółdzielców do zmiany formy prawnej na niespółdzielczą oraz przypomnieć fakty, które nie są bez znaczenia dla podejmowania ostatecznych decyzji. Konieczna jest także odpowiedź na pytanie czy państwo powinno być zainteresowane dobrą kondycją i pozycją spółdzielczości, czy też bardziej lub mniej świadomie przyczyniać się do jej wyrugowania z systemu społeczno-gospodarczego.
Fakt umieszczenia przepisów regulujących przekształcenia spółdzielni w spółkę kapitałową w projekcie ustawy o ograniczaniu barier administracyjnych dla przedsiębiorców i obywateli sugeruje, że to forma spółdzielcza stanowi taką barierę. To absurdalne i unikatowe w skali świata założenie. Chciałoby się wierzyć, że nieprawdziwe, ale polityka stosowana wobec spółdzielni w ostatnich 20 latach podpowiada, że jest bardzo prawdopodobne. Wydaje się, że dzieje się to wbrew stanowisku Ministra Gospodarki, który opowiada się przecież za zachowaniem różnorodności systemu gospodarczego. To jest także wyjątkowo zły sygnał dla opinii społecznej, która przez cały czas utwierdzana jest w przekonaniu o ułomności spółdzielczości jako formy wspólnotowej własności i aktywności społeczno-zawodowej. Ułomna jest jednak nie tyle forma spółdzielcza co ustanowione dla niej prawo.
Blisko 21 lat temu, na początku polskiej transformacji ustrojowej spółdzielnie uznane za element gospodarki uspołecznionej zostały na zasadzie odreagowania przeszłości wpisane w system prawny właściwy dla sektora komercyjnego, ale obcy dla systemu spółdzielczego. Można powiedzieć, że reforma systemu gospodarczego rozpoczęła się od zmian w spółdzielczości. Warto tu przypomnieć, że sławetna "specustawa" uchwalona została przez Sejm już 20 stycznia 1990 roku. Jej skutkiem była nie tylko likwidacja ponadpodstawowych struktur spółdzielczych ale przede wszystkim pozbawienie spółdzielni ogromnego wspólnego majątku w postaci hurtowni, przetwórni, transportu, zakładów inwestycyjnych itp., nie wspominając o zerwaniu wszelkich form współpracy i powiązań kooperacyjnych. Same spółdzielnie zaś podporządkowano duszącym regulacjom prawnym, obowiązujących zakłady państwowe jak chociażby tzw. "popiwek". To te regulacje prawne a nie forma prawna spółdzielni, w połączeniu z obciążeniem kredytów bankowych ogromnymi odsetkami stały się podstawową przyczyną zachwiania równowagi ekonomicznej a następnie upadku wielu podmiotów spółdzielczych. Tego typu decyzje można wytłumaczyć jedynie chęcią stworzenia miejsca na rynku tworzącym się podmiotom komercyjnym.
Państwo na początku transformacji ustrojowej popełniło więc poważny błąd w reformowaniu sektora spółdzielczego, który do dziś nie został naprawiony, przeciwnie zmiany prawne w kolejnych latach spowodowały, że polska spółdzielczość ma jedne z najgorszych regulacji prawnych w demokratycznym świecie i bywa, że gorsze niż spółki prawa handlowego. Propozycja przekształceń spółdzielni w spółki kapitałowe w tym wydaniu zaświadcza, że "specustawa" z 1990 roku może mieć ciąg dalszy, chociaż w innej już formule.
od września 2007











