Oto staje nas wolna gromada
Budowniczych tworzących swój świat,
W których złoty cielec już nie włada,
A nowego w nim życia tkwi ład...

Te słowa pierwszej zwrotki Hymnu spółdzielców, powstałego w 1925 roku, a wykonywanego często do dziś podczas różnych spółdzielczych uroczystości, znane są zapewne dobrze wszystkim polskim spółdzielcom. Mniej znane, a nawet zupełnie nieznane są natomiast losy autorów pieśni, a imię jej kompozytora podawane jest najczęściej błędnie! Warto więc przypomnieć te zasłużone dla kultury polskiej, a zapomniane obecnie, postacie.

Twórcą słów hymnu był Kazimierz Andrzej Czyżowski, urodzony w Niżniowie nad Dniestrem w Galicji Wschodniej (obecnie na Ukrainie) w 1894 roku, poeta, pisarz, dramaturg, publicysta, a także działacz polityczny. Walczył w Legionach Polskich, w konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej, w Wojsku Polskim (aż do 1921 roku), po przejściu do cywila studiował na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmował się pracą redakcyjną (redagował czasopismo Gazeta Przemysłowo-Rzemieślnicza), ale przede wszystkim pisał. Pierwszy jego utwór teatralny, jednoaktówka „Lipsk”, wystawiony został przez Ludwika Solskiego w Krakowie, gdy miał zaledwie 18 lat. Później przyszły następne dramaty, grane chętnie w różnych teatrach zwłaszcza w latach 20. Najbardziej znany stał się jednak Czyżowski jako autor popularnych przed wojną przygodowo-podróżniczych książek dla młodzieży, przede wszystkim z cyklu opowieści o młodym bohaterze, dzielnym 13-latku Maćku, który przeżywał niezwykłe przygody – m. in. Maciek – I-szy król powietrza (1924, wznowiona także po wojnie) czy Maciek na biegunie (1925). Ze względu na liczne wątki fantastyczne w jego powieściach, uznawany jest za jednego z pionierów polskiej literatury science-fiction; do tego nurtu należeli m. in. Napowietrzni ludzie. Powieść fantastyczna (1929). Napisał też opowieść o dzieciństwie Józefa Piłsudskiego Mały Ziuk: jak Marszałek Piłsudski był małym chłopakiem: bajka dla dzieci (1937) czy patriotyczną Mak; syn Błękitnego Pułku (1939). W czasie II wojny światowej Czyżowski powrócił do konspiracji, działał w Służbie Zwycięstwu Polski i ZWZ-AK. Aresztowany przez Niemców w 1940 roku i skazany na dożywotnie roboty, po dwóch latach uciekł z mokotowskiego więzienia i do końca okupacji ukrywał się na wsi pod Radomskiem. Po wojnie pisał mniej (choć jeszcze w 1965 r. odbyła się prapremiera jego komedii Zawalidroga), zaczął natomiast aktywnie działać politycznie w Stronnictwie Demokratycznym, z którego ramienia został m. in. w 1947 r. posłem na Sejm Ustawodawczy. Jego związki ze spółdzielczością sięgają lat 20., kiedy współpracował m. in. z czasopismami Spólnota i Społem oraz napisał w 1925 r. słowa Hymnu spółdzielców. Po wojnie m. in. był założycielem spółdzielni pracy „Znak” (1955). Wielokrotnie odznaczany, zmarł w 1977 roku w Warszawie, gdzie został pochowany na powązkowskim Cmentarzu Komunalnym (d. Wojskowym). Jego książkom nie przypisuje sie obecnie wybitnych wartości literackich – warto natomiast skupić się nad pięknymi słowami Hymnu spółdzielców, pisanymi w czasach, gdy spółdzielczość budziła liczne, pozytywne skojarzenia i emocje.


Jeszcze bardziej niezwykłe były drogi życia autora muzyki Hymnu spółdzielców, Ludomira Michała Rogowskiego (jego imię często podawane jest omyłkowo jako Lucjan), uważanego niegdyś za wybitnego, a dziś niesłusznie zapomnianego kompozytora pierwszej połowy XX wieku. Rogowski urodził się w 1881 roku w Lublinie, gdzie jeszcze w dzieciństwie podejmował swe pierwsze próby komponowania i ukończył gimnazjum. Kształcił się w Warszawie, w Instytucie Muzycznym, u tak wybitnych twórców jak Zygmunt Noskowski czy Emil Młynarski. Później, po 1906 roku, rozpoczął się jego okres peregrynacji po niemal całej Europie. Kontynuował studia w Lipsku, Monachium, Rzymie i Paryżu, ale też na krótko powracał do Polski, do Wilna, gdzie prowadził szkołę organistów i kierował orkiestrą symfoniczną oraz do Warszawy, gdzie został dyrektorem muzycznym jednego z teatrów. Lata I wojny światowej przeżył we Francji, miał liczne kontakty z tutejszą elitą artystyczną; mieszkał w Paryżu, ale przede wszystkim na Lazurowym Wybrzeżu – klimat i krajobraz śródziemnomorski w ogóle szczególnie sobie upodobał. Czas tu spędzony Rogowski poświęcił na komponowanie oraz występy jako dyrygent. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, po krótkim pobycie w Belgii, powrócił do kraju, do Warszawy, gdzie nadal komponował, koncertował, a także zajmował się publicystyką muzyczną. Z tego właśnie okresu pochodzą nuty do Hymnu spółdzielców. O innych jego związkach ze spółdzielczością informacji jest brak, choć wiadomo, że jeszcze w czasie studiów utworzył zespół wokalny przy szkole rolniczej Warszawskiego Towarzystwa Pszczelniczo-Ogrodniczego Jadwigi Dziubińskiej w Pszczelinie koło podwarszawskiego Brwinowa, gdzie działała też wówczas pierwsza na ziemiach polskich, a jedna z najstarszych na świecie, spółdzielnia uczniowska. Wkrótce zresztą po skomponowaniu Hymnu, w 1926 roku, Rogowski zdecydował się na ostateczny tym razem wyjazd z Polski, do czego skłoniło go podupadające zdrowie i niezrozumienie ze strony krytyki jego wizji artystycznej. Osiedlił się w znanym już sobie z wcześniejszych wizyt jugosłowiańskim Dubrowniku, gdzie w ukochanej śródziemnomorskiej scenerii spędził resztę życia, brał czynny udział w tutejszym życiu kulturalnym, prowadził kościelne i cerkiewne chóry, pisał i wciąż komponował. Jako kompozytor – przede wszystkim muzyki chóralnej, ale również symfonicznej, kameralnej czy fortepianowej, także operowej, baletowej, teatralnej – Rogowski poszukiwał swej własnej, odrębnej drogi. Był zwolennikiem stworzenia stylu narodowego, często wykorzystywał i przetwarzał w sposób wyprzedzający nieraz swoją epokę, utwory ludowe, zwłaszcza z rodzinnej Lubelszczyzny, z Wileńszczyzny (nie tylko polskie, ale białoruskie i litewskie) czy Kurpiów. Później czynił to samo z motywami chorwackimi i serbskimi z Dalmacji gdzie mieszkał, zyskując sobie uznanie w tutejszym środowisku muzycznym. Miał ambicje stworzenia „muzyki wszechsłowiańskiej”, a także poszukiwał nowej skali muzycznej. Doceniony został przez władze polskie i lokalne Dubrownika. W 1938 roku w czasie pobytu w kraju otrzymał nagrodę Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego i skromną emeryturę. Kiedy jednak po wybuchu wojny przestał ją dostawać, dubrownickie władze zaproponowały mu darmowe mieszkanie w budynku dawnego klasztoru św. Jakuba i niewielką rentę. Tu żył w samotności, komponował, pisał i zmarł w 1954 roku, pochowany został na cmentarzu miejskim. Spuścizna muzyczna Rogowskiego w znacznym stopniu zaginęła, bądź została rozproszona, choć w ostatnich latach, dzięki wysiłkowi muzykologów prowadzących badania w chorwackich archiwach, takich jak Jolanta Guzy-Pasiak czy Ewa Wójtowicz, udało się ją częściowo skatalogować. Większość jego prac literackich – poza publicystyką muzyczną, a pisał też opowiadania czy wspomnienia – pozostaje w rękopisie. Najczęściej bodaj wykonywanym utworem jest Hymn spółdzielców. Warto więc, by polscy spółdzielcy, z których wielu dorocznie odwiedza latem piękne chorwackie wybrzeże, zatrzymali się przed tablicą umieszczoną na murze starego dubrownickiego klasztoru św. Jakuba upamiętniającą pobyt kompozytora w mieście czy złożyli kwiaty na jego grobie.

Dr Adam Piechowski

Artykuł pierwotnie ukazał się w Tęczy Polskiej, przedruk za uprzejmą zgodą autora i redakcji.

zapisz się do newslettera

ul. Jasna 1
00-013 Warszawa

centrala: tel.: 22 59 64 300
sekretariat: tel.: 22 827 13 16, 22 596 45 00

archiwum: tel. 22 835 12 60, tel. kom. 536 281 663, archiwum@krs.com.pl

Archiwum udziela informacji telefonicznie pn.-pt., godz. 11:00-13:00.

Copyright by Krajowa Rada Spółdzielcza

Projekt i wykonanie